Szukaj
  • Katarzyna Szol

Gdyby psychoterapia była wspólną podróżą, to jakie miejsce przy kliencie zajmowałby w niej terapeuta


Jeśli skorzystamy z metafory życia jako drogi i spróbujemy wyobrazić sobie psychoterapeutę jako osobę, która zaproszona przez klienta przechodzi wraz z nim jakąś część tej drogi, to gdzie dokładnie jest miejsce terapeuty? Czy idzie on trochę przed klientem, słowem prowadzi go? Może idzie za nim, zdając się na klienta, podążając za jego tematami czy gotowością do pracy, a może jeszcze inaczej, idzie z nim ramię w ramię, poszerzając perspektywę o to co jest widoczne po jego stronie drogi, a mniej dostępne dla klienta?


Ilustracja: Kyutae Lee Od tego jakie wyobrażenia na ten temat ma klient będą zależały jego oczekiwania wobec terapii. Są osoby, które psychoterapeutę postrzegają jako eksperta znającego odpowiedzi na ich pytania, wiedzącego co „powinno się” zrobić w danej sytuacji. Osoby pragnące by ich prowadzono, jeśli nie osiągają zmiany po którą przyszły, mogą się złościć na psychoterapeutę, przypisując mu pełną odpowiedzialność za brak tych postępów.


Z drugiej jednak strony, trudno sobie wyobrazić, by terapeuta mógł wnieść coś nowego w świat klienta idąc tylko i wyłącznie po jego śladach. Nawet w terapii Gestalt, w której mówi się o „podążaniu za klientem”, nie ma się na myśli biernej roli psychoterapeuty. Laura Perls (współtwórczyni podejścia Gestalt) w swoim wystąpieniu w Massachusetts w 1985 mówi o roli psychoterapeuty Gestalt zaangażowanego w proces, który nakłada pewne ograniczenia na klienta: zachęca go do koncentracji na bieżącym doświadczeniu, przerywa mu jego defleksje (sposób wchodzenia w kontakt, który chroni ale jednocześnie znacznie ogranicza klienta), nie pozwala rozwijać innych „sztucznych”, pozornych działań, wyolbrzymia samoograniczające nawyki klienta, stara się zatrzymać automatyzm dotychczasowych sposobów działania, zwiększyć dostęp do funkcji wspierających kreatywne przystosowanie klienta. Słowem sprowadza z utartych dróg i angażuje w poszukiwanie nowych.

Wejście w role eksperta czy mędrca niesie poważne ryzyko dla terapeuty, gdyż grozi utracie „stanu zaciekawienia”, w którym to (zgodnie z koncepcją Gianfranco Cecchina) psychoterapeuta powinien starać się utrzymywać. Bogdan de Barbaro i Szymon Chrząstkowski w swojej książce „Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii”, przytaczają słowa G. Cecchina, który przestrzega przed budowaniem szybkich odkryć, przedwczesnych hipotez. Grozi to zawężeniu horyzontu terapeuty, a dokładnie temu, że będzie on wkładał wysiłek w to, by złożoną rzeczywistość klienta zmieścić w wymyślonej teorii. Nie on jeden przestrzegał. Z pomocą może mu przyjść sam Hans- Georg Gadamer, który w „Prawdzie i metodzie” pisze o „dialektycznym pozorze Ja- Ty” (czyli relacji, która z założenia miałaby być podmiotowa, a staje się uprzedmiotawiająca). Relacji, w której Ja dominuje wiedząc co Ty; rozumiane Ty jest antycypowane i uchwytywane ze stanowiska innego. Filozof dalej przekonuje, że w spotkaniu między dwojgiem ludzi chodzi m. in. o to, by Ty doświadczyć rzeczywiście jako Ty, nie przeoczyć jego zagadnięcia i pozwolić mu coś o sobie powiedzieć. Jest to oczywiście bardzo trudne, gdy stawiamy się w pozycji „wiedzącego”. „Niewiedzenie” zaś terapeuty, zdaniem Harlen Anderson (twórczyni terapii opartej na współpracy/ terapii dialogicznej), należy rozumieć jako uznawanie za tymczasowe stanowisko wszystkiego tego co terapeuta wnosi (jego pytań, opinii, spekulacji, sugestii). Nie jest ono odrzuceniem przez niego całej wiedzy i dotychczasowego doświadczenia. Terapeuta nie jest białym ekranem i może mieć swoje uprzedzenia, każdy z nas je ma, taka jest nasza rzeczywistość. Przy założeniu, że terapeuta miałby całkowicie wyzbyć się swojego rozumienia, jego wkład w proces byłby znacznie pomniejszony, a klient traciłby ważne źródło oparcia.


Jeszcze trochę innymi słowami piszę o tym Thomas H. Ogden, w swojej książce pt. „Przeżywanie nieprzeżytego życia”. Wskazuje on na różnicę między „wyjaśnianiem", w którym analityk mówi o pacjencie, a „rozumieniem”, w którym mówi „z” nim. Pisze on:

„Rozumienie, w odróżnieniu od wyjaśniania, w analizie bierze początek od pacjenta i analityka, „wspólnie przeżywających doświadczenie” (Winnicott, 1945, s. 152), o czym Winnicott pisał w przytoczonym wyżej fragmencie. Ta faza rozwoju rozumienia wiąże się z dość pierwotną, niewyodrębnioną formą komunikacji uczuć między pacjentem a analitykiem, czy między matką a niemowlęciem. Rozumienie, opierając się na owych wczesnych fazach komunikacji, zawiera pewien paradoks: stanowi znacznie bardziej intymną formę komunikacji niż wyjaśnienie, a równocześnie w miarę rozwoju uwzględnia zdawanie sobie przez pacjenta i analityka sprawy z ich odrębności. Inaczej mówiąc, rozumienie w analizie, w moim ujęciu i zgodnie z moimi doświadczeniami, wiąże się z rozpoznaniem przez pacjenta i analityka, iż są dwoma osobami z niezależnymi umysłami: ja jestem dla ciebie innym, a ty jesteś innym dla mnie. Przeżycie bycia zrozumianym przez analityka oznacza zatem dla pacjenta, paradoksalnie, jednocześnie po-jedna-nie i odrębność. Gdyby u podstaw rozumienia pacjenta nie leżał tego rodzaju podział- z którego wynika, że jestem „innym”- pacjent mógłby równie dobrze mówić sam do siebie” (T. H. Ogden,”Przeżywanie nieprzeżytego życia”, s. 21-22)

Wracając do wyżej wymienionych polskich autorów, na przykładzie historii terapii rodzin wskazują oni, że obecnie, jeśli możemy uznać terapeutę za specjalistę, to jest on ekspertem od dialogu, a jego perspektywa jest równorzędna z perspektywą klienta. Jest to ujęcie postmodernistyczne, w którym terapeuta przyjmuje rolę współuczestnika twórczego dialogu. Wracając do naszej metafory, idąc mamy obok siebie kogoś, kto wie jak z nami o tej drodze rozmawiać, jest uważny na to jak idziemy, co przeżywamy, docieka jak doszliśmy do tego punktu i np. poddaje refleksji obrany przez nas kierunek. Harlene Anderson, mogłaby dodać do tego jeszcze, że taki psychoterapeuta stara się zrozumieć daną osobę z jej, nie zaś swojej, perspektywy. Rozpoznaje on wyjątkowość danego rozmówcy, zaprasza do procesu, który jest wzajemnym uczeniem się.


Ilustracja: Kyutae Lee To jednak nie wszystko. By dialog miał szanse stać się nośnikiem zmiany, zdaniem Toma Andersena, którego poglądy możemy poznać w pozycji „Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii”, terapeuta musi uwzględnić różnicę między tym co jest w jego umyśle, a w umyśle klienta. Powinien posiadać on wyobrażenie o tym jak klient aktualnie widzi miejsce, w którym się znajduje, jego myśl nie może być cyt. „zbyt odległa od „mapy” światopoglądu adresata”. Psychoterapeuta w tym celu upewnienia się jak zostaje przyjęta jego odpowiedź, czy treść, tempo, sposób prowadzenia rozmowy są odpowiednie dla klienta. Sprzyja to budowaniu bezpieczeństwa. Kluczowe staje się nie to, czy jakaś wypowiedź jest prawdziwa czy fałszywa, ale jak jest przyjmowana przez klienta, jak jest „asymilowana” i czy jest użyteczna.

Zmiana powstaje wówczas, kiedy ludzie mają do czynienia z czymś nie- zwykłym, tzn. nie takim jak zwykle, ale nie bardzo niezwykłym, lecz odpowiednio niezwykłym. W tym kontekście można mówić o trzech wariantach różnic [zbyt małej, zbyt dużej, optymalnej- uwaga własna] ale tylko jeden z nich powoduje różnicę (czyli zmianę): ten, w którym różnica jest odpowiednia, optymalna” (Sz. Chrząstowski, B. de Barbaro, Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii, s. 100)

Zdaniem Andersena to z ciała płyną informacje o tym jak nowe treści są przyjmowane. To wymaga odpowiedniego tempa pracy i przestrzeni na poczucie, ekspresję, którą terapeuta stara się obserwować, odnalezienie własnych słów pasujących do tych doświadczeń i swojego własnego stanowiska. Takie podejście będzie nas zapraszało do tego by tą wspólną drogę pokonywać uważnie ale też bez pośpiechu.

Próbując odpowiedzieć na pytanie zawarte w pierwszych zdaniach tego tekstu można powiedzieć, że nie jest to istotą gdzie ten terapeuta będzie stał, bo nie jest on osobą skoncentrowaną na samej drodze lecz na świecie wewnętrznym klienta. Wzrok terapeuty jest skupiony na kliencie, nie zaś tak mocno na tym co dookoła. Liczy się dla niego podróżnik, a nie droga. Oczywiście w dalszym ciągu uwzględnia on kontekst klienta, nie traktuje go jako wyabstrahowanej ze świata jednostki. Interesuje go jednak bardziej jaką opowieść, narracje klient tworzy o tym co go spotyka. To stanowi obszar jego zainteresowania. Zwiększając dostęp klienta do jego wewnętrznych przeżyć czyni go on zdolniejszym do podejmowania kolejnych kroków, droga przestaje być tak straszna. Wsparcie pomaga temu, by w miejsce lęku pojawiło się zaciekawienie i dalej wszystko to, co jest do przeżycia na tej drodze.


Ilustracja: Kyutae Lee Bibliografia: Chrząstowski Sz., De Barbaro B. (2011), Postmodernistyczne inspiracje w psychoterapii, UJ.

Gadamer H. G (1993), Prawda i metoda. Zarys hermeneutyki filozoficznej, Inter EsseOgden T. H. (2018), Przeżywanie nieprzeżytego życia, Oficyna Ingenium

Perls L. (1992), Living at the Boundary, The Gestalt Journal Press

Iustracje: Kyutae Lee, https://www.behance.net/gallery/57852273/Drawing-Comic [dostęp z dn. 26.04.2020r.)


79 wyświetlenia

ul. Brzeźna 3

klatka A, Lokal 205,

90-303 Łódź

tel: +48 660 423 476

e-mail: katarzyna.k.szol@gmail.com

  • Black Facebook Icon

 Copyright © 2020 | Katarzyna Szol